Superbohaterka

Nie będzie to wpis o urokach macierzyństwa. Jestem po prostu zmęczona.

Czy mama Natana może być zmęczona? Czy ma prawo do narzekania, marudzenia, gorszych dni? Jak każda z Was – ma takie prawo! Baaa dosyć często z niego nawet korzysta.

Znacie ją? Kim jest w ogóle ta kobieta? Zazwyczaj zadowolona z życia, w miarę ogarnięta, nienajgorzej ubrana. Często piszecie, że nawet zadbana i  że nawet niegłupia. Ma czas dosłownie na wszystko i w dodatku wszystko spada jej z nieba. Generalnie rzecz ujmując macierzyństwo jej po prostu służy. Śladu zmęczenia po niej nie widać, ma nawet czas na to, żeby codziennie się pomalować i uczesać. No faktycznie nie lada wyczyn! Gotuje obiady, sprząta, prowadzi firmę, a wieczorami pije z mężem lampkę czerwonego wina i ogląda romantyczne filmy o miłości, podczas gdy Natan smacznie śpi.

I tutaj pora się obudzić i otworzyć oczy. Droga mamo – jestem taką samą kobietą jak Ty. Jestem mamą, taką samą jak Ty. Jestem też żoną, kucharką, sprzątaczką, praczką. Jestem zwyczajną kobietą.

Ale wiecie co? Jestem SUPERBOHATERKĄ. Tak samo jak WY.

I zazwyczaj nie mam potrzeby narzekania na wszystko dookoła, bo jako dorosła już babka, która niebawem skończy trzydziechę, wiem, że należy czerpać z życia pełnymi garściami. Zamiast szukać wad, skupiam się na zaletach. Warto jest widzieć szklankę do połowy pełną a nie pustą, a to dlatego że szkoda czasu na zbędne rozterki. Życie jest zbyt krótkie, aby skupiać się na rzeczach błahych i nieistotnych. To samo życie, które czasami tak męczy, podarowało mi naprawdę ogromną dawkę szczęścia, której nie zamierzam roztrwonić tylko i wyłącznie przez to, że mam po prostu gorszy dzień. Ale zdarza się, że mam potrzebę pomarudzić. I koniec kropka. Jestem kobietą! I to w dodatku wielofunkcyjną, czytajcie „mamą”.

Wiecie jak zaczynam swój dzień? Opowiem Wam trochę o swoich 24 godzinach z życia.

Jest godzina 6 – wstaję obudzona przez Natanka, biorę go do swojego łóżka. Mocno się całujemy i przytulamy. Całe poranki spędzamy na wspólnych wygłupach i zabawach. Jego uśmiech z rana, to dla mnie motor napędowy i bodziec do działania. Następnie szykuję mu śniadanko i usadzam w foteliku do karmienia. I tutaj o mój Boże – mam około 30 minut wolnego! Włącza się wtedy we mnie turbo przyspieszenie. Idę do łazienki się pomalować, ubieram się i w locie zaczynam sprzątać to, co leży na podłodze. Bardzo ważne jest dla mnie to, aby z samego rana w miarę się ogarnąć. Jak to powiada zawsze moja mama, nigdy nie wiadomo kto nas odwiedzi, a kobieta zupełnie inaczej się czuje, gdy jest zadbana. To tak zwane poranne oględziny, czytaj wizualnie ok, lecz testu czerwonej rękawiczki bym nie zdała. Jest to pierwszy etap mojego porannego zbierania się – chyba najbardziej intensywny. Niedługo później Natan kończy śniadanie i przechodzimy do etapu – nie wysiedzę nawet na chwilkę. Natan jest dzieckiem ogromnie ruchliwym. Śmiejemy się z mężem, że ma motorek w dupce, który ciągle się nakręca. Nie pamiętam sytuacji, kiedy tak po prostu usiadł sobie. Zazwyczaj lata po całym domu, krzyczy, rozrzuca zabawki, a przy tym wymaga ciągłej uwagi. Bo przecież mamusia musi widzieć wszystkie jego popisy. A nie daj Boże coś przeoczy!

Godzina 10 – motorek w dupce mojego synka powoli zmniejsza obroty. To znak, że należy zrobić mleczko i pozwolić mu odpocząć. I tutaj istne szaleństwo – bywa, że mam nawet 1,5 godziny względnego spokoju. W tym czasie próbuję załatwić sprawy zawodowe, odpowiedzieć na wiadomości od klientów, zaplanować strategię działania, ustalić szczegóły działalności. Generalnie to wiszę na słuchawce, nie zagłębiając się w większe szczegóły. W międzyczasie przygotowuję obiad, zmywam naczynia, ścieram kurze. No zwykłe obowiązki domowe.

Godzina 12 – Natan wstaje. Karmimy się zupką. Nati uwielbia wszelkiego rodzaju zupki. Dzień bez niej to dzień stracony. Następnie zbieramy się na spacer. Kiedy Natan czeka wraz ze swoimi zabawkami na wyjście z domu, ja muszę dokonać wstępnych oględzin mieszkania i w miarę je ogarnąć. Nigdy, ale to nigdy nie wyjdę z domu, gdy jest coś niepoukładane. No tak już mam. Fanaberia albo i nawyk. Spacerujemy sobie do momentu aż Paweł wróci z pracy. Zazwyczaj odbieramy go po drodze i wspólnie wracamy do domu.

Mamy 15.30 – podgrzewamy obiad dla siebie i Natana i wspólnie konsumujemy. Dokładnie tak jak wszędzie. Natan je to samo co my, więc nie mam problemu z przygotowywaniem dla niego jakiś specjalnych potraw. Oczywiście gotuję głównie pod Natana, nie używam wielu przypraw, nie solę. My sobie dosmaczamy pod siebie już na talerzu. A tak naprawdę to i nam służą lekkie i zdrowe posiłki.

I od tego momentu bardzo ważną rolę odgrywa mój mąż. W dni wolne od dodatkowych zajęć z judo, to Paweł przejmuje opiekę nad Natanem, a ja muszę popracować. Zazwyczaj Paweł daje mi zrobić wszystko to, co mam do zrobienia. W dni, kiedy ma judo, moja robota zazwyczaj stoi w miejscu i muszę nadrabiać nocami.

Do godziny 22 czas poświęcamy Natankowi. Chodzimy na wspólne spacery, jeździmy na rowerze. Nie zawsze razem. Czasami jest tak, że ja zostaję w domu a Paweł z Natanem wyruszają w miasto.

Natan chodzi spać dosyć późno. Czasami jesteśmy już tak zmęczeni, że padamy razem z Natanem. Czasami jednak udaje się spędzić wieczorami czas na wspólnych rozmowach. Dodam, że nie zasnę jak w mieszkaniu nie jest poukładane według mojej myśli. Czasami budzę się w nocy, żeby poprawić to, co chłopaki przestawią. Nie cierpię tej cechy u siebie!

I tak zazwyczaj ucieka dzień za dniem. Doby mi brakuje. To tylko niewielki fragment z mojego dnia, ale opisałam go, żeby uświadomić Wam, że zapewne Wy robicie dokładnie to samo. I mniej więcej podobnie wygląda Wasz dzień. Być może macie mniej czasu, być może więcej. Jednak mając małe dziecko, czas leci bardzo szybko. Zdecydowanie szybciej niż u osób bezdzietnych.

I wiecie co? Każda mama to moim zdaniem SUPERBOHATERKA. To kobieta, która potrafi zaplanować cały dzień co do minuty. To bizneswoman, która stara się zarobić dodatkowe pieniądze. To artystka, która tworzy ze swoimi dziećmi niewyobrażalne historie. To pani domu i szefowa kuchni. To wielofunkcyjny robot sprzątający w jednej osobie. To psycholog dla swojego męża i najlepszy przyjaciel dla swojego dziecka. To nauczycielka, pediatra, znawczyni mody i dobrych obyczajów.

Piszę to oczywiście z przymrużeniem oka. To, że bez wątpienia jesteśmy bohaterkami jest faktem. Ale nie ulegajmy wszechogarniającej presji doskonałości. Dajmy sobie prawo też do słabości. Bo przecież każda z nas takie posiada. Mama ma zdecydowanie mniej czasu na użalanie się nad sobą, ale raz na jakiś czas dajmy sobie przyzwolenie na to, bez wyrzutów sumienia. Czasami wręcz mi się wydaje, że społeczeństwo wymaga od mam tego, aby były jak maszyny – niezniszczalne, bez emocji, zaprogramowane na skonkretyzowane działania. A wcale tak nie jest. Macierzyństwo jest piękne, ale niestety bywa trudne. Wiele spraw się zmienia, przybywa nowy członek rodziny, niestety wraz z nim czasu ani funduszy nie przybywa. Przybywa wiele radości, ale wraz z pakietem rozterek i zmartwień.

Dziś jestem zmęczona. Cholernie zmęczona. Pisząc ten post, mam w połowie zamknięte oczy i chce mi się po prostu spać. Ale jak już wspominałam we wcześniejszych postach, pisanie to mój sposób na odreagowanie emocji. Natanowi wyrastają czwórki. Nie spałam w nocy, nie spał też mój mąż. Pierwszy raz spóźnił się do pracy. Wyglądam szczerze fatalnie i napiszę tak – dobrze mi z tym. Mam ochotę pomarudzić sobie. Głupio mi tylko trochę, bo mój mąż jest równie zmęczony, a dzielnie się trzyma! Ale bywa też odwrotnie, wtedy to ja jestem jego ostatnią deską ratunku.  Nie mam nawet siły na rozśmieszanie Natana. Brak mi energii na zabawianie go i podziwianie jego nowych umiejętności. Bo zazwyczaj rozśmieszanie Natana i wspólna zabawa z nim są dla mnie priorytetem i zrobię dosłownie wszystko, żeby wywołać uśmiech na jego buźce.

A dziś jest tak – Natanku powiedz mi, czy mamusia jest super. Patrzy się na mnie mój syn swoimi wielkimi oczyskami, marszy nosek, robi minkę typowego rozrabiaki i pokazuje swoje ziąby. Nie wiem, czy to znaczy super. Chyba nawet syn każe mi się dzisiaj wziąć w garść.

Tak więc mając na uwadze fakt, że takie dni jak dziś przytrafiają mi się stosunkowo rzadko, pozwalam sobie na osiągnięcie totalnego poziomu rozżalenia i zażenowania samą sobą i idę sobie włączyć  film z kategorii – bez chusteczek nie podchodź. Mój wyrozumiały mąż zabiera właśnie Natanka na dwór widząc mój mentalny upadek. Podchodzi właśnie do mnie i pyta – Małgo stylówa Natana na dziś. Może być? Chyba jednak beze mnie by sobie chłopaki nie poradzili 😀

A ja zostaję sama ze sobą i zamierzam celebrować ciszę.

Drogie kobietki – jutro nowy dzień i zaczynamy go z pełną mobilizacją. Etap oczyszczenia mam za sobą! Macie czasami takie dni? Mam nadzieję, że nie jestem sama 😀

10 komentarzy

  1. Kurcze, Małgosiu mam dziś naprawdę słaby dzień ten wpis spadł mi z nieba podbudował że nie tylko ja tak czasem mam…. słabszy dzień, miewa też kobitka, którą od czasu kiedy czytam jej wpisy podziwiam uwielbiam jest moim wzorem … Podziwiam za to że ma czas na wszystko jest idealna Mamą, piękną kobietą a w macierzyństwie nie zapomniała o sobie a to błąd wielu Mam… Ja niestety sama sobie to zrobiłam zapomniałam o sobie ale przez Ten wpis zmotywowałam się do działania…. kurcze koniec tego użalania się Mama Natana daje rade w słabsze dni i jej codzienność jest jak moja nasza każdej mamy …. to i ja dam rade raz dwa trzy otrzyj łzy i do roboty (wzruszyłam się czytając Twój wpis jeszcze troszkę szlocham ale zaraz przestane się użalać nad sobą i uruchomie swoje SUPER MOCE) DAM RADE….Dzięki Małgo… 🙂

    1. Ohhh niezmiernie mi miło! Dokładnie – bierzemy się w garść i głowa do góry! Kto jak nie my? 😀

  2. O mam tak samo obecnie mąż w trasie radzimy sobie sami z tymonem i tez jest ciężko tez narzekam a najgorzej jak wstaje rano młody cjory męża nie ma auta nie ma a ja nawet prawka nie mam i co wtedy na wtedy zek do autobusu i dawaj do przychodni i daje rade wtedy często w nocy wstaje do niego bo mu źle czasem zabieram do siebie i wtedy spi spokojnie 😉 każda mama ma ciężkie dni a jak są fazy i dziecko jest niegrzeczne i jie słucha ile się na gadam eh nio to tyle w tym temacie 😉

  3. Super wpis dodajesz siły takimi słowami. Ja czasem mam wyrzuty sumienia jak mam gorszy dzień, ale masz rację uśmiech naszego dziecka jest najlepszym lekiem na wszystko. Pozdrawiam Cię serdecznie 😊

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Pin It on Pinterest