Czy ktoś to będzie czytał?

To pytanie zadałam swojemu mężowi dokładnie rok temu. Odpowiedź już poznałam.

To już rok odkąd jestem z Wami na własnej platformie blogowej i piszę dla Was teksty dzieląc się z Wami fragmentami swojego życia i swoich przemyśleń. Dokładnie rok temu powstał tekst zatytułowany „Czas Dla Nas Intro”, od którego wszystko się zaczęło. Tekst, który z minuty na minutę zyskiwał coraz większe grono czytelników,  tekst, który pozostawił po sobie kilkadziesiąt komentarzy i kilkaset tysięcy wyświetleń. Tekst, który kopiowano i publikowano na swoich profilach podpisując się pod nim i cytując go. Jednocześnie tekst, który przywrócił mi wiarę w siebie i który pozwolił mi odnaleźć swoje własne ja, po czasie dezorientacji i zagubienia.

To właśnie wówczas powróciłam do normalnego funkcjonowania. Przestałam być tylko lub aż mamą, a zaczęłam dostrzegać, że jestem również kobietą, żoną, człowiekiem, który od zawsze miał swoje plany i marzenia. Powolutku zaczęłam spełniać marzenia i realizować plany. Rola mamy to najważniejsza rola w moim życiu, która przynosi mi największą satysfakcję. Ale potrzebowałam do szczęścia również samorealizacji i spełniania się w tym, co kocham.

Pamiętam jak dziś, gdy pewnej nocy, kiedy Natan już spał rozmawialiśmy z Pawłem o moim blogu, planach na przyszłość, zamierzeniach i dalszych działaniach. Zapytałam go wówczas – „Kochanie, a czy uważasz, że ktoś to w ogóle będzie czytał?  Do tej pory najwierniejszym fanem mojej twórczości z szufladki był mój mąż, a odbiorcami pozostałych tekstów byli czytelnicy mediów, w których pracowałam. Było to jednak coś innego – teksty informacyjne, schematyczne, szablonowe – pozbawione uczuć. Te z szufladki były tekstami prosto z serca, do których dostęp miał tylko mój mąż i to nie do wszystkich. Długo wahałam się, czy tę szufladkę będącą synonimem mojego serca otworzyć przed szerszą publicznością. Długo zastanawiałam się nad tym, czy nie zostaną one odrzucone lub wyśmiane. Długo myślałam o tym, czy ludzie, z którymi funkcjonuję w moim świecie się ode mnie nie odwrócą.

Ten rok był dosyć trudnym i intensywnym rokiem. Pozwolił zweryfikować przyjaźnie, nauczył nas dysponowania czasem, zahartował nasz charakter i umocnił naszą miłość i wzajemne wsparcie. Był to rok, który pokazał, że warto spełniać marzenia i warto ryzykować. Nie żałuję ani jednego słowa, które do Was napisałam. Podzieliłam się z Wami różnymi chwilami nurtującymi moje serducho, począwszy od przemyśleń związanych  ze śmiercią bliskiej osoby, a skończywszy na trudnych przejściach związanych z  początkiem naszego związku oraz z ciążą z Natankiem. Byliście ze mną w tych gorszych i tych lepszych chwilach, a Waszą obecność potwierdza zasięg mojego bloga, w który czasami sama nie mogę uwierzyć.

 Nie mogę również uwierzyć, że w dobie wszechogarniającej zawiści i zazdrości, otaczają mnie kobiety, które są dobre, fajne, szczere, błyskotliwe, szczęśliwe. Dziękuję Wam za wszystkie ciepłe słowa, za to, że już ponad rok jesteście ze mną, za to, że znajdujecie chwilkę na to, żeby zajrzeć co u nas. Jestem ogromną szczęściarą, że mogę dzielić się częścią mojego świata z tak wspaniałymi osobami. Jestem bardzo dumna z tego, co udało mi się stworzyć i szczęśliwa, że mogę realizować się w tym co kocham.

Co odpowiedział mój mąż na zadane przeze mnie tamtej nocy pytanie? Powiedział, że 2 osoby będą czytały moje teksty na pewno i to każdego dnia do końca świata i o jeden dzień dłużej. I właśnie dla tych dwóch osób zdecydowałam się pisać. Mężu, Synu – gdyby nie Wy – nigdy bym się nie odważyła.

Dziękuję Wam za to, że pozwoliliście mi realizować marzenia.

A co u nas się przez ten rok zmieniło?

Zmieniło się wiele pod względem zawodowym. Blog zaczął się rozwijać, założyliśmy sklep, Paweł polubił się z fotografią, a ja polubiłam się z rowerami! Mamy teraz w głowie kolejną inicjatywę, którą w najbliższym czasie zamierzamy zrealizować.

Zmieniło się wiele w naszym życiu prywatnym. Natanek dorasta i staje się coraz rezolutniejszym chłopczykiem. Poszedł do żłobka i odnajduje się w nim doskonale. Paweł zmienił nieco pracę, a ja nauczyłam się księgowości!

Jest jednak pewna rzecz, która się nie zmieniła. Nie zmieniła się nasza miłość do siebie. I mam ogromną nadzieję, że w tej kwestii nigdy nic się nie zmieni.

Cóż – czego możemy sobie życzyć w dniu naszej blogerskiej rocznicy?

Miłości takiej jak do tej pory, kłótni takich, że talerze w domu latają oraz zgody takiej, że wstajemy z dziwnych względów rano niewyspani. Pociechy z Syna, radości z życia, upragnionego odpoczynku i … zdrowia. Wszystko inne wypracujemy sobie sami.

A Natankowi życzymy wreszcie upragnionego braciszka lub siostrzyczki, o co musimy się w końcu postarać!

Buziaki kochani!

2 komentarze

  1. I tego Wam właśnie życzę kochani! Realizowania planów i marzeń oraz rodzeństwa dla Natanka! Cudowną jesteście rodzinką! Cudownie się patrzy na ludzi szczęśliwych, którzy potrafią dzielić się swoim szczęściem z innymi!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Pin It on Pinterest