Mężczyźni mojego życia…

Kilka słów o najważniejszych dla mnie facetach, którzy skradli moje serce już na zawsze.

To jeden z gorszych dni był… zdecydowanie. Natan marudny jak nigdy. Cały dzień tylko chciał być na rączkach. Nie ubrałam się, nie pomalowałam, nie posprzątałam, nie ugotowałam. Nie zrobiłam po prostu nic! Ledwie zdążyłam się obejrzeć, a tu już wieczór. Ciemno, szaro, buro… Nic specjalnego. Aura mnie dziś nie rozpieszcza.

Pawła jeszcze nie ma. Po pracy poszedł do drugiej pracy. Zobaczymy się późnym wieczorem.

Chodzę nabuzowana, zła, obrażona na cały świat. Chce mi się płakać. Ale po co mam płakać, skoro Natan robi to dziś za nas dwoje.

Chciałabym zrobić tyle i jednocześnie nie mam ochoty na robienie czegokolwiek. Tak, użalam się nad sobą cały dzień. Że znowu sama, że potrzebuję odetchnąć, że te podłogi takie brudne, że Paweł znowu zostawił niezmyte naczynia.

_mg_2526-kopia
_mg_2420-kopia
Wraca on… Siedzę na kanapie obrażona jak rzadko kiedy. Wita mnie buziakiem w czoło – odwracam głowę.  Chce się przytulić, odsuwam się. W końcu bierze Natana do kąpieli – wciąż siedzę… Podsłuchuję tylko ukradkiem, czy wszystko w porządku. Idą się usypiać… To chwila dla mnie. Tak strasznie mam czasami ochotę posiedzieć w samotności, bez telewizora, bez radia, bez telefonu. Odkąd zostałam mamą, ogromnie polubiłam ciszę. Rozkoszuję się każdą melodią, którą wygrywa i staram się ją chwytać garściami.

Osiągnęłam w końcu swój stan ciszy i nie potrafię się z niego cieszyć… Cisza jest cudowna, jednak w atmosferze wewnętrznego napięcia zabija mnie od środka. Cisza ta zaczyna mnie mocno drażnić. Wydaję mi się, że już tęsknię za nimi…

Przez dłuższy czas słyszę tylko ciszę i ciszę. Nie wytrzymałam – wchodzę do sypialni…

Leżą oni… Malutki Natan rozłożony w poprzek łóżka i silny, dobrze zbudowany mężczyzna, który za chwilę spadnie na podłogę. Przyglądam się kilka dobrych minut i dopiero teraz łzy napłynęły mi do oczu. Przecież mam wszystko. Mam ich! Oni to moje wszystko i nie trzeba mi do szczęścia już nic więcej. Te brudne naczynia, ta niezmyta podłoga, ta wewnętrzna frustracja wszechogarniająca mnie dzisiaj stały się w tej chwili tak mało ważne. Czasu, który mogłam spędzić z nimi nikt mi nie zwróci. Tak mało chwil spędzamy ostatnio wszyscy we troje…

Śpią tak pięknie, tak spokojnie… uśmiechają się we śnie. A ja tak mocno ich kocham – dwóch mężczyzn mojego życia. Jednego będącego moją podporą i drugiego, dla którego podporą jestem ja.

Gorsze chwile i słabsze dni są czasami potrzebne. Właśnie dlatego, żeby sobie uświadomić to, co jest w życiu najważniejsze. Właśnie po to, żeby spojrzeć na świat racjonalnie i zastanowić się nad sobą. Człowiek nie jest maszyną, targają nami silne i często niekontrolowane emocje. Jednak zawsze przychodzi moment wyciszenia i kontemplacji. Kiedy stoisz z boku i przyglądasz się na to, co kochasz – czujesz, że żyjesz dla kogoś. Kiedy widzisz jak to, co kochasz słodko i niewinnie śpi, czujesz, że żyjesz. Kiedy zauważasz ten uśmiech na ich twarzach – czujesz się szczęśliwa.

Nikt nie mówił, że będzie łatwo.

Ale czy nie jest warto?

Tak naprawdę to nie wiem, czemu akurat dziś byłam taka nieznośna. Wiem tylko tyle, że mam prawo do słabszych chwil. Jestem tylko i aż człowiekiem. Jestem tylko i aż matką. Jestem tylko i aż żoną. Jestem tylko i aż kobietą. Czasami te role przytłaczają, czasami trudno jest je pogodzić…

We wpisie wykorzystałam zdjęcia z pierwszej sesji miesięcznego Natanka. Nic tak bardzo nie przypomina mi naszej miłości jak właśnie ta sesja i twarze, które promienieją ze szczęścia i wzruszenia.

_mg_2425-kopia
_mg_2438-kopia
_mg_2464-kopia
_mg_2467-kopia
_mg_2713-kopia
_mg_2810-kopia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Pin It on Pinterest