Jak się żyje z Mamą Natana?

Za ten tekst powinienem chyba trafić od razu do nieba!

Moja żona dwa lata temu poprosiła mnie o to, żebym naskrobał kilka zdań o tym, jak mi się żyje z „Mamą Natana”. Prosiła, abym napisał tak jak jest, szczerze i od serca. Niczego nie udawał. Powiedziała, że jest gotowa na wszystko i że chciałaby przeczytać test, którego ona sama nie napisała.

Dla mnie Gosia jest totalnym wzorem jeśli chodzi o pisanie tekstów i w żaden sposób nie umiem, nie potrafię i nie mam na tyle sił, aby jej dorównać. Piękne teksty wychodzą spod pióra mojej żony, ja natomiast jestem tym szczęśliwcem, że mam okazje je jako pierwszy przeczytać, czasami nawet się pośmiać, a czasami tak po prostu wzruszyć.

Tak więc jej prośba, od której minęły już dwa lata miała być przeze mnie spełniona w dniu naszej rocznicy. Zabrałem się za pisanie dopiero wczoraj, ponieważ w naszym codziennym pędzie brakuje mi czasu na głębsze refleksje i przemyślenia. Gosia jest typem artystki, wszystkie swoje frustracje wylewa na papier i tym samym się rozluźnia, ja natomiast idę na matę i robię sobie porządny trening. I zawsze pomiędzy nami będzie ta różnica – Gosia jest wrażliwa i twarda na zewnątrz, ja natomiast jestem gruboskórny i miękki od wewnątrz. Chciałem napisać tekst poprawnie, żona zawsze zwraca mi uwagę na błędy i styl pisania i to w niej bardzo cenię. Jest perfekcjonistką w każdym calu.

Skasowałem wcześniejszy tekst, ponieważ stwierdziłem, że może za bardzo próbuje się uzewnętrznić. Opisałem tam sytuacje również te, o których chciałbym najchętniej zapomnieć i pamiętać tylko te dobre chwile. Jednak nie powinienem tego robić, ponieważ zarówno te wspaniałe jak i te dramatyczne dla nas i naszego związku przeżycia kształtują naszą osobowość i pomogły nam stać się takimi ludźmi, jakimi teraz jesteśmy. Jeżeli chcesz wiedzieć jak żyje mi się z Tobą to usiądź w tym swoim szlafroczku, zrób sobie herbatkę i czytaj, bo znalazłem ten tekst i piszę to wszystko do Ciebie właśnie teraz.

Hej, to ja, Paweł. Mąż mojej Gosi i tatka naszego Natanka. Pozwólcie, że zacznę od wytłumaczenia, co spowodowało, że siedzę teraz i piszę tekst dla mojej kochanej Małgo. Nie jestem poetą, nie potrafię pisać wierszy, nie studiowałem dziennikarstwa, ale do szkoły chodziłem, więc powinienem zadaniu lepiej czy gorzej ale sprostać. Zasiadam teraz do tego tematu, ponieważ uważam, że moja żoneczka zasługuje na to, aby nawet taki topornik jak ja poświęcił chwilę na przemyślenia i podsumował czas, jaki jesteśmy razem.

Nie będę skupiał się na tematach związanych z poznaniem się i wypiciu pierwszej wspólnej kawy. Nie będę opisywał tego, co przeszliśmy razem, a było tego bardzo wiele w tak krótkim czasie. Nie będę opisywał sytuacji, w których razem się znaleźliśmy, w których bywało bardzo ciężko i o których wiemy tylko my dwoje. Nie chcę tego opisywać a nawet pamiętać, że był moment, kiedy myślałem, że Ją… a raczej już wtedy Ich stracę przez niekompetencje  lekarzy. Nie, absolutnie nie. Ten okres mogę śmiało zaliczyć do najcięższych chwil w naszym związku, a nawet moim całym życiu… Powiedziałem sobie wtedy, że jeżeli to przetrwamy i wszystko skończy się dobrze, to nie ma dla nas rzeczy niemożliwych i  damy rade ze wszystkim. No i do tej pory radę dajemy, bo gramy do jednej bramki. Nauczyliśmy się żyć ze sobą i dla siebie.

Droga „Mamo Natana” żyje się z Tobą cholernie trudno. Jesteś wymagająca i doskonale wiesz, czego chcesz. Czasami mam ochotę Cię udusić za coraz to nowe pomysły, a czasami mam ochotę Cię zacałować na śmierć. Nikt nigdy w moim życiu nie wzbudzał we mnie tak skrajnych emocji jak Ty. Wykłócasz się o wszystko i za każdym razem próbujesz postawić na swoim. Nie znasz słowa kompromis, ale zauważyłem, że w naszym związku bardzo często starasz się chodzić na ustępstwa. Jesteś mega zabawna, ale Twoje żarty czasami mnie nie śmieszą. Gotujesz bardzo dobrze, szkoda tylko, że tak rzadko. Jedynie dla Natana stałaś przy kuchni i obierałaś każdą malutką marcheweczkę i pomidorka ze skórki, aby ten zdrowo sobie podjadał. Pod osłoną twardej kobiety, kryje się za Tobą mała dziewczynka. Płaczesz na każdym romantycznym filmie i tracisz radość i iskrę w oczach na każdym spocie, na którym widzisz cierpiące dziecko. Jesteś chodzącym wulkanem energii, zawsze masz siłę, aby bawić się z naszym synem i opowiadasz mu przeróżne historie, które przenoszą go w odległy świat. To Ty jesteś od nauki literek, czytania książek czy rozróżniania kolorów w kwestii wychowania naszego synka. To Ty nauczyłaś go tak wiele, że teraz z przyjemnością patrzymy, jak pięknie się rozwija. Ja jestem tym od super zabaw i świetnych konkurencji sportowych. Ja jestem też tym, który przemówi Natankowi do rozsądku wtedy, kiedy jest taka potrzeba.

Droga „Mamo Natana” nikt nigdy i mnie nie nauczył w życiu tyle co Ty. Nauczyłaś mnie iść przez życie z podniesioną głową. Nauczyłaś mnie poczucia tego, że jestem wartościowym człowiekiem. Nauczyłaś mnie dążyć do upragnionego celu i nie patrzeć na reakcje i docinki innych. Nauczyłaś mnie tego, że każdy człowiek jest kowalem swojego własnego losu i to od nas zależy, w którym miejscu się znajdziemy. Masz tak trudny ale zarazem silny charakter, że niejeden może Ci tego pozazdrościć. Masz tą charyzmę i błysk w oku, które pokochałem od pierwszego wejrzenia. Pamiętasz, kiedy się poznaliśmy? Ważyłaś wtedy ledwie ponad 40 kilo i wyglądałaś jak chodzący sucharek. Ale miałaś tak wielkie i tak mądre oczy, które pamiętam do chwili obecnej. Od samego początku mogliśmy rozmawiać godzinami, a czas jakby stał w miejscu. Szanuję Cię za to, że jesteś bardzo mądra kobietą. Jesteś nie tylko moją żoną, ale także przyjaciółką i psychologiem. Gdyby nie Ty, zapewnie nie byłbym tym, kim teraz jestem i nie znalazłbym się tam, gdzie teraz jestem. To Ty mnie popychałaś do rzeczy niemożliwych. Nigdy nie powiedziałaś, że się do czegoś nie nadaję, nigdy nie podcinałaś mi skrzydeł. Chciałbym być choć w połowie tak pewny swoich sił, jak Ty pewna ich jesteś.

Nie jesteś chodzącym ideałem oj nie. Krzyczysz najgłośniej ze wszystkich i zawsze toczysz kłótnie tak, aby wyszło na Twoje. Jesteś tak mądra i tak cwana w tym wszystkim, że czasami sam się gubię. Bo jak można spokojnie żyć z kobietą, która codziennie układa wieszaki w szafie, aby pasowały jej kolorystycznie, a ubrania kupuje tylko parami, bo pojedynczo burzą jej poczucie estetyki? Kobieto Ty układasz wszystko w domu wedle swojego widzimisie a ja mam ciągle problem ze znalezieniem tego, czego szukam. Ty nawet kubki musisz mieć do pary, a pojedyncze po kryjomu wyrzucasz do śmietnika.

Jesteś chodzącą orkiestrą. Wiesz o tym doskonale. Wydaje się, że nie ma dla Ciebie rzeczy niemożliwych. Nie marnujesz czasu na tych, którzy na niego nie zasługują. Wiem i czuję, że rodzina jest dla Ciebie najważniejsza na każdym kroku. Cholernie rozpychasz się w łóżku i nie wiem do tej pory dlaczego odkurzanie i sprzątanie kibli leży po mojej stronie?

Wydaje się, że nic nie jest w wstanie jej złamać. A jednak jest ktoś, kto bez reszty psuje jej poczucie samowystarczalności. Ma totalnego bzika na punkcie naszego synka, a każdy katar czy kaszel kończy się łzami w oczach. Najchętniej całe zło tego świata i wszystkie choroby zabrałaby na siebie, byleby tylko Natankowi nic złego się nie przytrafiło.

Być może chodzącym ideałem nie jesteś, ale jesteś idealną matką. Najlepszą jaką mój syn mógłby sobie wymarzyć. Kiedy widzę jak mocno kochasz naszego syna, wiem że nie mogłem trafić na lepszą żonę. Kiedy patrzę na Waszą relację, kocham Cię jeszcze mocniej a wszystkie Twoje wady, które niewątpliwie masz odchodzą na dalszy plan. Nasz Natan jest taki podobny do Ciebie – uparty do granic możliwości, rozdarty do granic możliwości, kochany do granic możliwości. I te jego wielkie oczy, które przypominają mi Ciebie.

Pewnie zastanawiacie się nad tym, jak się żyje z „Mamą Natana” prowadzącą bloga i chcąc nie chcąc uchylającą nieco skrawków z naszego życia? Dla gościa, który całe swoje życie oddawał się sportom walki, siłowni i rozróżniał tylko trzy kory: ładny, brzydki i pedalski  była to zupełnie nowa sytuacja. Gośka od zawsze pracowała w mediach i czuła się tam jak ryba w wodzie, ja natomiast zawsze wolałem pozostawać na uboczu. Kiedy urodził się nasz syn, moja żona postanowiła dokumentować nasze zdjęcia na Instagramie. Na początku było całkiem niewinnie, później jej profil zrobił się bardzo znany. Rok później założyła bloga i postanowiła pisać na niego teksty. A że pisanie to całe jej życie, bardzo wspierałem ją w tej decyzji. Nie spodziewałem się jednak, że do tej machiny zaangażuje także i mnie. Bo przecież zdjęcia, które wstawia ktoś jej musi robić. Początkowo nie podobało mi się to wcale, bo gdzież ja, taki twardziel mam pomykać z aparatem i cykać fotki? Byłem strasznie oporny, wkurzało mnie to, że nasze życie jest połączone z aparatem fotograficznym. Nigdy się do tego nie przyznałem, ale ze zdjęcia na zdjęcie, coraz bardziej zaczynało mi się to podobać. Ja jednak jestem typem faceta, który nie do końca w siebie wierzy i najchętniej o tym co robi, nie wspominałby światu w ogóle. Pomyślałem sobie, że sprawia mi to dużą satysfakcję, a komentarze jakie słyszałem na temat swoich zdjęć były naprawdę fajne. Dziś zajmujemy się fotografią już profesjonalnie, mamy swoją firmę fotograficzną a ja jestem uzależniony od filmików na YouTube, w których to wyszukuję coraz to nowych pomysłów na zdjęcie. I tutaj również moja niepokorna żona postawiła na swoim. Zaraziła mnie pasją do fotografii i przekonała mnie to tego, że może dawać nam to wiele przyjemności.

Czy jestem zły za zdjęcia które wstawia moja żona? Absolutnie. Gosia wybiera zawsze takie fotografie, które z powodzeniem może wstawić nie narażając ani mnie ani Natana na przykre sytuacje. Opowiada o nas niezbędne minimum. Tak naprawdę mam wrażenie, że żadna z Was jej do końca nie zna. Nawet ja doskonale wiem o tym, że nie poznałem jej jeszcze do końca. Rzeczy złe, przykre, niemiłe, które z pewnością ją spotykają, zachowuje gdzieś głęboko w sercu a nasze oko cieszy kadrami, które są po prostu takie jak ona. Niczego nie udaje. Jest perfekcjonistką wewnątrz i na zewnątrz. Jej zdjęcia to jej świat – piękny, dopracowany, stworzony od podstaw jej własnymi rękami. Nikt jej niczego w życiu nie ułatwiał. Cieszy mnie to, że ma do siebie i świata ogromny dystans i nigdy nie przenosi swoich złości związanych z blogowaniem na naszą relację rodzinną. Właściwie to czasami nawet nie wiem, co w jej głowie siedzi. A dzieje się w niej naprawdę wiele. Jedynie te wielkie, błyszczące oczy zdradzają, że coś się niebawem wydarzy.

Droga „Mamo Natana” na zakończenie powiem, że cholernie mi się podobasz. Właściwie to wszystko w Tobie mi się podoba dokładnie tak samo, jak w chwili kiedy Cię poznałem. Dajesz się kochać i we wszystkich swoich działaniach jesteś niezwykle urocza. Długo jednak nie potrafiłem Cię rozgryźć. Długo zastanawiałem się nad tym, jaka naprawdę jesteś. Dopiero po tym, jak urodziłaś Natana, zobaczyłem w Tobie kobietę przy której marzę o tym, żeby się zestarzeć. Nie mam czasu na nudę z Tobą, wypełniasz go bez reszty, a Twój śmiech słyszy zapewne całe osiedle. Kocham Cię za to jaka jesteś i pomimo tego jaka jesteś. Nie mogłem wybrać lepiej i dziękuję Ci za to, że uczyniłaś mi ten zaszczyt i zostałaś moją żoną. Jestem dumny z tego, że Cię mam.

I napiszę jeszcze jedno. O ile fotografia mnie do siebie przekonała, o tyle napisanie czegokolwiek to dla mnie ogromny wysiłek. Dwa lata próbowałem sklecić dla Ciebie coś sensownego. I to jest pierwszy i ostatni tekst, jaki dla Ciebie napisałem. Możesz wierzyć lub nie, ale dla nikogo innego bym tego nie zrobił.

***

Mężu Ty mój drogi – przeczytałam dzisiaj tekst, który pisałeś wczoraj do 1 w nocy w kuchni siedząc na dywanie. Był na pulpicie. Zamurowało mnie bez reszty i chyba jednak pójdziesz do tego nieba. Piękniejszego prezentu rocznicowego nie mogłam sobie wymarzyć. Wiem ile Cię to kosztowało.

Ps. Mogę pokazać go światu i powiedzieć o tym, jak wspaniałego mam faceta w domu? Proszę, proszę!

Pps. Mam jeszcze jedno marzenie – chciałabym w przyszłości wydać książkę! Pożyczysz mi swojego tekstu do niej?

16 komentarzy

  1. Wspaniałą jesteście rodziną ! Kochana powoli stajesz się naszym wzorcem bo zagościłaś w naszym życiu na dobre… każde insastory z Natankiem pokazuję synkowi, z tobą mężem swojemu mężowi ! Jesteście cudowni !!!

  2. bardzo pieknie napisane, jestem z Wami bardzo dlugo ale ten tekst wpłynął na mnie, pzremyslalam duzo i chyba cos sobie uswiadomilam… takze dziekuje za to… Głęboki a zarazem wzruszajacy tekst, po rzeczytaniu usiadłam sobie na kanapie i rozmyslalam… mysle Gosiu, ze masz bardzo duże szczescie,posiadając tak fantastyczną i kochającą rodzinę, ktora zawsze bedzie przy Tobie, nawet w trudnych chwilach. A z tych pieknych fotografii „bije” Wasza milosc i usmiech Waszego synka, bo przeciez jak mawial Korczak „kiedy smieje sie dziecko, smieje sie caly swiat”…
    pozdrawiam

  3. To jest tak pięknie napisane, że nie wiem jak mam skomentować, żeby ładnie tez komentarz wyglądał haha.
    Już drugi dzień zmusiliście mnie do łez ;*

  4. łzy w oczach 🙂 rodzina jest najważniejsza i dzięki niej można góry przenosić <3
    pozdrawiam Was serdecznie.

  5. Jestem z Wami na instagramie, uwielbiam Wasze zdjęcia i jestem mega zaskoczona tym tekstem, bo nie miałam pojęcia że twardziel może tak pięknie pisać o swojej żonie i rodzinie 😊 To tylko pokazuje, jakimi wspaniałymi ludźmi jesteście. Śmiałam się i płakałam na zmianę przez te kilka minut. Kilka zdań uświadomiło mi co chce w sobie zmienić, żeby być lepszą żoną i mamą ❤ Dziękuję Ci Paweł za to 😉 Pozdrawiam gorąco ☺

  6. Piękny tekst a zdjecia Wasze to majstersztyk -cudowne.Wygladacie na nich zawsze jak zawodowi modele.Jest w Was tyle miłosci a Ty Gosiu jestes tak fotogeniczna i sliczna- zawsze perfekcyjna Mama Natana.

  7. Jesteście naprawdę wspaniali ! W czytając to, po prostu się wzruszyłam ! Jesteście tak prawdziwi, autentyczni w tym co robicie… tak perfekcyjni ❤ można tylko zazdrościć i starać się tworzyć tak świetny dom, jaki Wy stworzyliście Natankowi 🙂 Masz świetnego męża, nie jeden facet nie poświęciłby się tak dla swej żony choćby kochał najmocniej, a Ty sama jesteś kobietą, która bez wątpliwości zasługuje na Oscara w kategorii bycia mamą, żoną i świetną blogerką, która potrafi połączyć to wszystko w całość..jak Ty to robisz ? 😮 i jeszcze Natan, który jest Waszym dopełnieniem w całości 😍 życzę Wam powodzenia i nie zmieniajcie się, ponieważ jesteście wspaniali ❤

  8. Muszę przyznać że przepięknie została tu opisana wielka miłość która powinna łączyć każdą parę 🙂
    Nie zmieniajcie się!
    Tego Wam życzę 🙂

  9. Gosia sama to napisałaś. Przyznaj się! Wierzyć się nie chce, że facet tak może pisać (myśleć) o swojej kobiecie.
    Paweł gratuluję! Spisałes się na medal. Myślę, że każda kobieta chciałaby usłyszeć, przeczytać coś takiego na swój temat.
    Pozdrawiam!

  10. Miło się czyta …też bym chciała by mój napisał o mnie ;)prawda do bólu jestem na tak 😉

  11. To prawda… Przy dwóch wpisach popłakałam się, bo wszystko co opisujesz jest takie prawdziwe. Dałaś mi dużo do myślenia, ale i dużo wyjaśniłaś. Masz cudowną rodzinę, również ją mam, dlatego cieszę się, że na Ciebie trafiłam i mogę czerpać inspirację. Pozdrawiam cieplutko!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Pin It on Pinterest