Kilka słów o szczęściu

23Jesteście szczęśliwi? My bardzo, chociaż nasze życie nie zawsze jest usłane różami.

Szczęście to pojęcie bardzo względne i zapewne dla wielu oznacza coś innego. Dla jednych szczęściem będzie piękny dom, dla innych samochód, dla jeszcze innych kariera zawodowa. Jednak wydaje mi się, że są pewne uniwersalne wartości wyznaczające szczęście – jest to miłość, rodzina i zdrowie. Będąc spełnionym właśnie w tych trzech dziedzinach, mamy podstawy i fundamenty do tego, aby dalej się rozwijać.

Moim największym i bezwarunkowym szczęściem jest mój syn… Nie zawsze tak było. Kiedy jeszcze nie byłam mamą i nie miałam zielonego pojęcia o tym, jak wygląda macierzyństwo wydawało mi się, że szczęście jest gdzieś indziej. Nie rozumiałam tego, jak można się zachwycać bez umiaru swoim dzieckiem – przecież wszystkie dzieci są podobne. Nie rozumiałam, jak można zamartwiać się bez umiaru przeziębieniem u maluszka – przecież wszystkie dzieci mają katar. Nie sądziłam, że można godzinami rozmawiać o dzieciach z takim entuzjazmem i podekscytowaniem – przecież są inne tematy.

Miałam ściśle określone plany na przyszłość – świetnie zakończone studia,  pierwsza poważna praca – kariera dziennikarska stała przede mną otworem. W międzyczasie pisałam do gazet, pracowałam w telewizji, realizowałam się zawodowo pełną parą. Nie myślałam o dzieciach… Ba! Nie myślałam nawet o mężu! Dobrze mi było tak jak jest – czułam się szczęśliwa. Teraz już wiem, że całe to moje pozorne szczęście można było rozbić o kant stołu i roztrzaskało by się w drobny maczek.

Poznałam Pawła, oświadczył mi się w magiczny sposób po pół roku znajomości. Zamiast mieszkać w stolicy, wróciłam do swojego miasta i tam zaczęliśmy wić swoje małe gniazdko. Mój mąż okazał się moją największą bratnią duszą, przy nim poczułam spokój, przy nim zwolniłam tempo nie rezygnując jednak z marzeń. Wszystko potoczyło się bardzo szybko – ślub, własne cztery kąty, praca… I wydawało mi się wówczas, że bardziej szczęśliwym być się nie da. Miłość kipiała od nas na każdym kroku a my cieszyliśmy się naszą dwójką i korzystaliśmy z każdego dnia. Czy to było już maksimum szczęścia? Otóż nie… Teraz wiem, że nie…

 

dsc_0014
Rok po ślubie cywilnym, a niemalże w momencie ślubu kościelnego zaszłam w ciążę. Nie staraliśmy się długo o dziecko. Wszystko wyszło bardzo spontanicznie i bardzo szybko.

11 października 2014 roku dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Co czułam? Pewnie to samo co każda z Was. Radość pomieszana z niedowierzaniem, delikatnym strachem i niepewnością co będzie dalej. Ale w tej samej chwili coś we mnie pękło. Gdy usłyszałam pierwsze bicie serduszka swojego synka łzy napłynęły mi do oczu i zrozumiałam, że od tej pory nie ma już nic ważniejszego. Czułam się tak cholernie szczęśliwa! Nigdy nie znałam takiego uczucia, kiedy serce pęka z radości i dumy. Nigdy nie znałam takiego uczucia, że pod tym właśnie sercem znajduje się żywa istotka – mój syn. Pamiętam, swoje pierwsze zdjęcie USG. Pokazywałam je całej rodzinie, tą malutką 4 tygodniową kropeczkę i mówiłam – patrzcie jaki On jest śliczny! Była to najśliczniejsza kropeczka jaką kiedykolwiek w  życiu widziałam!

dsc_0166
Minęło 9 miesięcy i zobaczyłam po raz pierwszy szczęście na własne oczy. Był to malutki człowieczek z bujną, czarną czuprynką, który kurczowo zaciskał się w moich ramionach. Moje 2 850 grama szczęścia patrzyło na mnie i stroiło słodkie minki. Teraz moje szczęście to duży już chłopczyk, który za chwilkę będzie miał roczek.

Moje szczęście to słodki buziak na dzień dobry i zmarszczony nosek zawzięcie sugerujący, że coś mu się nie podoba. Moje szczęście to mały gaduła, który przekrzykuje wszystkich i ma najwięcej do powiedzenia. Moje szczęście to słodki pyszczek, który za każdym razem uśmiecha się do mnie dodając mi energii i motywacji do działania.

Jestem mamą, która totalnie oszalała na punkcie swojego dziecka i za nic ale to za nic w świecie nie zamieniłabym swojego życia na inne. Kocham swojego syna z pełną świadomością tego słowa! Kocham go i pragnę wychować na mądrego mężczyznę, który nigdy nie zatraci wartości wyniesionych od nas z domu.

dsc_0034
I wiecie co? Dzięki mojemu szczęściu odnalazłam zupełnie inną ścieżkę życiową. Zawsze byłam tego zdania, że dziecko nie powinno być ograniczeniem w realizacji planów i marzeń – wręcz odwrotnie! Powinno być motorem napędowym! Bo przecież szczęśliwa mama, to szczęśliwe dziecko. Znalazłam spełnienie w roli mamy i znalazłam motywację do tego, żeby działać. Piszę dalej – bo kocham. Ale oprócz tego realizuje się także na innym polu zawodowym. I nie mam powodów do tego, aby narzekać.

Kiedyś, a w zasadzie całkiem niedawno, usłyszałam takie słowa – Gocha – zawsze byłaś taka zdolna, zawsze miałaś takie plany i ambicje a teraz siedzisz w domu z dzieckiem!

Hmm – pomyślałam – Ja mam cudownego męża, który jest dla mnie największą podporą, ja mam wspaniałego syna, który jest dla mnie największą miłością. Mam własne mieszkanie, pracę i stabilizację, która gwarantuje mi spokojne myśli. A Ty masz co? Brak Ci nawet czasu, żeby się w spokoju napić kawy…

I na tym chyba poprzestanę swoje rozważania o szczęściu. Wiem jedno, nie ma, ale to nie ma szczęścia większego niż dziecko i daru wspanialszego niż dar życia.

A moje słowa zrozumie tylko … druga mama…

10 komentarzy

  1. Jest to drugi artykuł jakki przeczytałam u Cb i wiesz….nie wyobrażam sobie, ze znikasz. Napisalas tak pięknie,tak życiowo, słowa idealnie oddają uczucia, poprostu jestem pod niesamowitym wrażeniem i czekam na więcej😃

  2. Gosia z przyjemnością czyta sie Twoje wpisy ! Pięknie to opisujesz i tak prawdziwie 😊 Jestem pod wrażeniem 😊 i najważniejsze miec Kochającego Męża i Cudowne Dziecko i to jest szczęście 😊 Pozdrawiam ❤

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Pin It on Pinterest